Automatyczne tworzenie treści w SEO. Czy to jest bezpieczne dla SEO.

Koszt tworzenia treści, może być bardzo poważną pozycją budżetu na SEO. Automatyczne tworzenie treści, może być dość dużą pokusą. Czy da się to zrobić tak, aby nie zaszkodzić swojemu SEO? Wg mnie tak i pokażę to na nie tylko jednym przykładzie i również w bardzo dużej skali. Poniżej znajdziesz transkrypcję pierwszych 5 minut materiału.

  • Czas trwania wstępu odcinka: 5:39 minut
  • Czas trwania całego odcinka: 15:50 minut

Link do całego odcinka (dla osób zapisanych): Linki wewnętrzne w treści



Witam wszystkich serdecznie. Dziś kolejny odcinek kursu papaSEO w którym opowiemy o czymś, co na pierwszy rzut oka może się wydawać bardzo mrocznym a nawet nieetycznym działaniem z punktu widzenia SEO, a prawda jest taka że zderzamy się z tym zjawiskiem każdego niemal dnia. Mowa o automatycznym tworzeniu treści. 

Stawka w grze o wyeliminowanie czynnika że tak to nazwę białkowego z procesu tworzenia treści jest ogromna. To zazwyczaj jeden z najdroższych etapów naszego SEO. Wyobraźmy sobie że mamy 5000 produktów w sklepie i do każdego chcemy napisać 2000 znaków unikalnej treści. Zapewne ten proces zlecimy. 

Tworzenie treści, czasem może kosztować setki tysięcy złotych

I zakładając że stawka za 1000 znaków to 30 zł, to mamy prosty rachunek że treści będą nas kosztować 300000 zł. Czyli każdy produkt w naszym sklepie musi zarobić 60 zł aby inwestycja się zwróciła. Zakładając w super uproszczonym modelu, że nasza marża jest na poziomie 10%, musimy wygenerować 3 mln przychodu, aby nam się zwróciły TYLKO treści które napisaliśmy. A jak dodamy do tego treści blogowe, poradnikowe, gdzie przyjmiemy że potrzebujemy ich 500 i każda ma mieć po 8000 znaków, to mamy kolejne 120 000 zł… które musi na siebie zarobić 🙂 

Mało tego, realnie treści to tylko część kosztów, a dodając pozostałe jakie generuje serwis można z grubsza przyjąć, że pomimo że prowadzę te wyliczenia zbyt akademicko, ta sprzedaż musi osiągnąć poziom nawet 5-10 mln w takich warunkach, aby to miało sens ekonomiczny.

Możemy założyć, że niewiele sklepów może sobie na takie działania pozwolić. Równie niewiele może się założyć z życiem, że osiągnie taką sprzedaż. Tym bardziej, że zgodnie z zasadą pareto, nie wszystkie produkty się będą tak samo sprzedawać, a 80% przychodu, wygeneruje nam 20% z nich. Czyli musimy ich sprzedać naprawdę dużo!

Siłą rzeczy, często większą wagę przykładamy do treści, na produktach o większej marży.

To rodzi naturalnie potrzebę, aby te koszty ciąć. I szukać gdzie się da prostszych metod na zapełnienie naszych serwisów treścią. Robimy to w ten sposób, że Najczęstszym modelem jest taki w którym, szukamy tych najbardziej interesujących marżowo produktów, lub takich, które mają największe szanse się dobrze sprzedawać i tylko dla tej części tworzymy treści unikalne, a cała reszta ma treści kopiowane np. od producentów, lub… właśnie część z nich możemy stworzyć automatycznie! I nie ma w tym nic dziwnego, zdrożnego czy ponad normę. 

Pewnie część się wzdrygnie, i poda argument, że przecież automatyczne treści to nic innego jak proszenie się o kłopoty w Google. No to dziś jeszcze pokażę Wam serwis, który od 9 lat zajmuje czołowe pozycje na większość fraz w swojej kategorii tematycznej, w którym w swoim czasie stworzono setki tysięcy w pełni automatycznych treści i to na nich bazował rozwój serwisu. Więc ja mówię – Automatyzacja nie jest równoznaczna ze spamem.

Słabej jakości treści – również automatyczne, bardzo mocno zweryfikował algorytm Panda 

Oczywiście W SEO “tradycja” tworzenia automatycznych treści jest bardzo długa i sięga samych początków wyszukiwarki Google. Gdy specjaliści odkryli że początkowy algorytm, jest bardzo podatny na manipulację, powstawały masowo przeróżne systemy do automatycznego tworzenia ciągów znaków. Niektóre były tak toporne, że treści tych kompletnie nie dało się czytać. Inne bazowały na przykład na synonimizowaniu treści, co dawało czasem już lepsze skutki, bo dało się to poskładać w logiczny ciąg, a programy analizujące z Google, cały czas dawały się oszukiwać traktując automatyczną treść, jako unikalną. Wyobraźcie sobie że taki automat potrafił z jednego tekstu zrobić 100-200 a czasem nawet więcej.

Sytuacja nieco się popsuła wraz z nadejściem algorytmu Panda, który pomiędzy rokiem 2011 a 2015, niemal wymiótł najgorszej próby treści automatyczne. Nie mniej wcale nie powiedziałem że wymiótł wszystkie. Do dziś sądzę dużo, a wg mnie ponad połowa treści jakie widzimy w Internecie powstała bez nawet sekundy spędzonej przy klawiaturze.

Copyright © 2020 papaseo.com